Spadek populacji pszczół

Gdy byłem mały często bałem się pszczół (zwłaszcza, że miałem na nie alergię) i bardzo często przed nimi uciekałem. Zdarzało mi się je odganiać ręką, a nawet robić niekiedy gorsze rzeczy.

Z pszczołami byłem zaznajomiony od dziecka – mój dziadek prowadził małą, prywatną pasiekę, z której co roku wydobywał miód. Przyznam, że bardzo długo nie traktowałem jego pasji porządnie, a także zdarzało mi się podchodzić do niej lekceważąco.

Mój stosunek się zmienił, gdy trochę dorosłem, zacząłem więcej czytać i interesować się raportami ekologów. W tamtym momencie uświadomiłem sobie, że ludzie w ogóle nie zdają sobie sprawy z faktu, ile te małe stworzenia robią dla naszej planety.

Można by powiedzieć, że dzięki tym małym, paskowatym stworzeniom funkcjonuje życie – to one zapytają kwiaty, drzewa i nasze ogródki, dzięki czemu potem mamy co jeść, wąchać i podziwiać. Z przykrością patrzę, jak pasieka mojego dziadka robi się coraz mniejsza, gdyż pszczoły wymierają przez liczne nawozy, pestycydy i inne środki, których używają rolnicy, by ich plony były owocniejsze.

Nasuwa się więc pytanie: kto będzie zapytał rośliny, jeżeli pszczoły całkowicie wymrą? Z pewnością człowiek wymyśli jakiś sztuczny wynalazek pozwalający zapylać, ale czy to wystarczy? Nie wiadomo. Pewnym jest, że powinniśmy chociaż odrobinę szanować te małe stworzenia i pozwolić im robić to do, czego zostały stworzone.

autor: RN