BiE – Tytułem wstępu, „Biznes i Ekologia” jest najstarszym magazynem biznesowo–ekologicznym w Polsce, a w tym roku mamy swoje 25–cio lecie. Byliśmy prekursorem pierwszych artykułów o ekologii, bo ten wszechobecny trend na ekologię, jak pan wie panie Mateuszu, zaczął się przynajmniej 15 lat później. Pana chyba też możemy nazwać prekursorem tego kierunku wśród aktorów, prawda?

MD – Nie, nie sądzę. Zaangażowałem się w kwestie ekologii, kiedy zaczęła już być „modna”. Mam świadomość, że może to budzić wątpliwość, czy przypadkiem nie jest to koniunkturalne i obliczone na zyskanie popularności i społecznej aprobaty. Faktem jest, że w dzisiejszych czasach, sporo jest osób, które zrobią wszystko dla kariery i chęci zaistnienia w przestrzeni medialnej. Mają tyle „pasji” i tematów pobocznych w stosunku do głównej aktywności zawodowej, często zresztą mało treściwej, aby budować preteksty do udzielania wywiadów, wypowiadania się w roli ekspertów, a wszystko to sprowadza się do mówienia o sobie. Trochę ironizuję oczywiście, ale mam jednak pewne podejrzenia, że niektórzy podczepiają się pod tę ekologię, bo jest teraz „trendy” i na dodatek można na tym zrobić biznes. Ale przecież nie po to się spotykamy, żeby się z tego pośmiać – natomiast dobrze jest mieć dystans do samego siebie w każdej dziedzinie.

Moje zainteresowanie ekologią, faktycznie zaczęło się nieco wcześniej, zanim jeszcze nastąpił ten prawdziwy bum. W 2012 roku TVN realizował cykl reportaży „SOS dla świata”. Do odcinka poświęconego problemowi braku wody pitnej na świecie zaproszono mnie i Magdę Różdżkę. Polecieliśmy do Ghany. Razem z miejscowymi dziewczynami z wioski chodziliśmy po wodę, nosząc bukłaki na głowie. Bardzo szybko zdaliśmy sobie sprawę, jak cenna jest każda kropla. Tam właśnie dokonała się moja duchowa przemiana – oświadczam to bez żadnego fałszu. Gdy wróciłem z tej podróży, zacząłem wprowadzać w życie wszystko to, czego się nauczyłem i czego tam doświadczyłem. Po łapach waliłem wszystkich, którzy przy myciu zębów puszczali wodę z kranu i pozwalali jej lecieć kompletnie bez sensu. Próbowałem namówić największych czyściochów, by zrezygnowali z codziennej kąpieli w wannie na rzecz prysznica, bo to zmniejsza zużycie wody aż 10 razy. Stałem się zwolennikiem zmywarek, bo są ekonomiczne. Już po roku mamy realną oszczędność wody i pieniędzy, a przecież dobrej klasy sprzętu używamy potem przez wiele lat. Namawiałem wszystkich i wszędzie, ale przeważnie spotykałem się z niechęcią, odrzuceniem, a nawet komentarzami, że jestem nawiedzony. Bo co to za pomysł, aby martwić się problemami ludzi w jakimś odległym afrykańskim kraju. Te osoby nie rozumiały, że to nie jest pomoc tamtym ludziom, tylko działanie na rzecz całej planety, w tym oczywiście nas samych i przyszłości naszych dzieci. Wiem oczywiście, że są naukowcy, którzy mówią, żebyśmy nie otwierali za często lodówki, bo freon i powiększanie dziury ozonowej, a z kolei inni, którzy twierdzą, że w skali wszechświata każdy z nas to mniej niż jakiś tam miliardowy ułamek, a nasze życie to mniej niż sekunda, więc nieważne co się zrobi, to i tak w makroskali nie będzie to miało żadnego znaczenia. Ja jednak uważam, że żyjemy tu i teraz, i naszym obowiązkiem jest szanować naszą Ziemię, dbać o nią, a nie bezmyślnie ją dewastować.

Potem były inne projekty „Ocalony świat” czy „Mapa ginącego świata” o wymierających gatunkach fauny i flory na świecie, ale także w Polsce. Występując w nich działałem zawsze w pełnej zgodzie ze sobą. A im więcej robiłem, tym mocniej uświadamiałem sobie, że skala problemów jest ogromna i nie można być wobec tego obojętnym.

BiE – A pamięta pan 2012 rok i słynne kapsle?

MD – Tak, oczywiście pamiętam. Tyle było przecież materiałów informacyjnych, chociaż dla mnie nie była to żadna nowość – nakrętki zbierałem już w Akademii Teatralnej, a było to około 2004 roku. Mało tego, chodziłem nawet za kolegami i kazałem im je odkręcać! Dlaczego? – bo pozwalało to na łatwe zgniatanie opakowań i lepsze upakowanie pojemników, a co za tym idzie uzyskanie dodatkowych oszczędności w transporcie. Miałem też pomysł z Fundacją Spełnionych Marzeń, żeby z tych nakrętek zrobić specjalnie oznakowane pojemniki, służące tylko do zbierania nakrętek. Chciałem w ten sposób bardziej rozpropagować ten dobry pomysł, a nie być tylko zbieraczem nakrętek. Jak się zapalam do jakiegoś pomysłu, to staram się nie być figurantem i zaczynam zgłębiać dany temat. Potem chcę mieć na tym pieczę i powstają nowe pomysły. Później okazuje się, że mimo iż jestem aktorem, to niemal otwieram „konsorcjum”, które ma za zadanie, żeby właśnie nic się nie marnowało.

BiE – Czym jest dla Pana patriotyzm w świetle aktualnych wydarzeń?

MD – Widzę, że nabiera on znowu tego zabarwienia, od którego tak bardzo uciekałem. U wrót pojawiła się wojna, która, jak się okazuje, wisiała przecież w powietrzu latami i która nie wiadomo, jak się skończy. Mimo wszystko, dla mnie patriotyzmem nie jest tylko zamknięcie się na 312 tyś. km2. Kiedy patrzę w tej chwili na to co się dzieje na Ukrainie, choć jest to trudne, staram się patrzeć z nadzieją w przyszłość, że to się przecież kiedyś skończy, ale wiem, że świat będzie wyglądał zupełnie inaczej niż w tej chwili. Oczywiście, musimy myśleć w tej nowej rzeczywistości o sobie, musimy się skupić na naszych najbliższych, na ochronie swego dobra, swojej niepodległości, swojego mienia i swojej ziemi. Jednocześnie licząc na to, że los okaże się sprawiedliwy, musimy też patrzeć na świat wokół nas szerzej. W związku z tym patriotyzmem możemy nazywać nie tylko zabieganie o własne wpływy i korzyści, ale również aktywną pomoc tym, którzy w tym konflikcie mają słuszność, tym którzy się bronią, którzy cierpią. Gdy patrzę na to, w jaki sposób Polacy reagują na to, co się wydarzyło, jak pomagają i jak nie uciekają od zajęcia konkretnego stanowiska, jestem szczęśliwy i zyskuję pewność, że otaczają mnie odpowiedzialni ludzie. Odpowiedzialni za nas i za innych. Po wojnie bowiem, w nowej rzeczywistości geopolitycznej, solidarność z innymi krajami i narodami będzie równie ważna i potrzebna, jak uspokojenie sytuacji wewnątrz naszego państwa. Nie wiem, co będzie dla nas łatwiejsze i z czym lepiej sobie poradzimy.

BiE – Furioza, to największy Pana hit w tym roku. Dlaczego akurat Furioza?

MD – Czemu taki tytuł, czy czemu zagrałem w tym filmie?

BiE – No właśnie, czemu Pan? Pan jest znany z ról zupełnie innych.

MD – No właśnie dlatego, Pan Redaktor sam sobie odpowiedział. Dlatego Furioza, żeby było inaczej. Poza tym, takich propozycji się nie lekceważy. To jest właśnie sedno mojego zawodu, bo aktorstwo polega na tym, żeby wcielać się w różne role, jednocześnie pozostając sobą. Im szersze to spektrum, tym większa satysfakcja, że jestem w stanie zagrać tak różne postaci. Rolą w Furiozie przekroczyłem granice, które miałem do tej pory i otworzyłem to spectrum dużo bardziej. Gdybym miał porównać Furiozę z jakimś innym filmem np. z Przedwiośniem, to droga od jednego bohatera do drugiego jest dużo dłuższa niż na przykład od Cezarego Baryki do Piotra Griniowa, oficera carskiej armii w służbie Katarzyny II – postaci z filmu „Russkij bunt”, w którym grałem pod koniec lat 90. Ze względu na ten sam gatunek obu obrazów, umiejscowienie obu historii w ważnych momentach dziejowych, ciężar samego tematu i szlachetność obu bohaterów, siłą rzeczy ci ludzie byli sobie bliscy. A Furioza to zwrot o 180 stopni. Tu zadano mi rolę, która jest tak daleka ode mnie, że jest to jeszcze bardziej fascynujące, a zwłaszcza sam temat, którego się boję. Temat, który jest mi całkowicie obcy. Temat, który przywołuje wspomnienia z dawnych lat, że powinienem spędzić całe dzieciństwo na chodzeniu na mecze, a ja robiłem wszystko, żeby na te mecze nie chodzić, bo się po prostu bałem bycia na stadionie. I to jest ten świat, który jest całkowicie przeciwny mnie, całkowicie za mną niezwiązany, całkowicie odmienny. Może właśnie dlatego praca nad Furiozą, była dla mnie najciekawszym zawodowym wyzwaniem.

BiE – bardzo dziękujemy za udzielenie wywiadu.

MD – I ja bardzo dziękuję.

 

z Mateuszem Damięckim rozmawiał Roman Gembarzewski – Redaktor Naczelny

 

Mateusz Damięcki (ur. 1981 r., w Warszawie) – aktor filmowy, teatralny i serialowy, absolwent Akademii Teatralnej (2004), pasjonat podróży, Ambasador Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ.

Karierę rozpoczął jako dziecko, w 1991 roku, w serialu telewizyjnym. W 1993 roku wystąpił w swoim pierwszym filmie pełnometrażowym. Od 1999 roku zagrał na wielkim ekranie wiele ról w polskich i zagranicznych produkcjach. Jest także odtwórcą ról dubbingowych. Ma na swoim koncie role w uznanych i popularnych serialach telewizyjnych emitowanych na antenie czołowych polskich stacji: TVP, Polsat i TVN. W 2015 zagrał także główną rolę w rosyjskim serialu komediowym dla stacji CTC. Równolegle występuje na deskach teatrów.

Nagrodzony za rolę w filmie „Czarny” Dominika Matwiejczyka (2008) – wyróżnienie w konkursie kina niezależnego na Gdynia Film Festival 2009 oraz Nagroda Polskiego Kina Niezależnego im. Jana Machulskiego w kategorii Najlepszy Aktor w 2010 roku.

Od 2015 roku prowadzi warsztaty filmowe dla młodzieży „MASTERCLASS – Szkoła Filmowania”, w ramach Festiwalu Filmowego CINEMAFORUM.

Aktywnie promuje działania na rzecz ekologii – występuje w produkcjach dokumentalnych poświęconych ochronie zagrożonych gatunków fauny i flory, od 2016 jest honorowym ambasadorem Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ.

Jest pasjonatem podróży. W 2009 roku odbył wyprawę „Siberia Expedition” – 25 000 km w 63 dni przez bezdroża tundry i tajgi. W planach ma podróż dookoła świata Żukami.