Kiedy Katarzyna ponownie biegła z walizką w stronę terminalu lotniskowego, wracając
z „portugalskiego must see”, uświadomiła sobie, że to kolejny city-break, który przyniósł jej więcej zmęczenia i rozdrażnienia niż relaksu. I choć odwiedziła wiele atrakcyjnych miejsc, zrobiła dużo pięknych zdjęć, to jednak nie była w pełni zadowolona. Dopiero spotkanie
z pewną starszą kobietą w małej, beskidzkiej kawiarni uświadomiło jej, czego tak naprawdę szuka. „Po co się tak spieszyć?” – zapytała nieznajoma, nalewając herbaty z leśnych ziół. „Przecież podróżujemy po to, aby wreszcie zwolnić”.
Sedno slow travel
W ostatnich latach „wolniej znaczy więcej”. Ten trend dominuje w świecie turystyki. Jest sposobem na podróżowanie, w którym nie chodzi o liczbę odwiedzonych miejsc, lecz o jakość doświadczeń. O bycie tu i teraz, w rytmie odwiedzanego regionu. Slow travel wyrósł z filozofii „slow”, która stawia na lokalność, uważność i autentyczność. To całkowite przeciwieństwo pośpiechu i turystycznego stresu.
Na czym polega „slow podróżowanie”?
Slow travel to przede wszystkim prostota. Zamiast przesiadek na lotniskach – wybór pociągu, który pozwala obserwować zmieniający się krajobraz. Zamiast weekendu w trzech stolicach – tydzień w jednym miejscu, wypełniony rozmowami z jego mieszkańcami. Zamiast kolejnych muzeów – warsztaty garncarskie, wspólne gotowanie z gospodarzami, rowerowe wycieczki między wioskami. Slow travel charakteryzuje się wielością form, ale każda prowadzi do głębszego przeżycia podróży.
Gdzie w Polsce jest „slow”?
W kraju ten trend rozkwita szczególnie intensywnie. Bieszczady czy Beskid Niski od lat przyciągają tych, którzy chcą uciec od zgiełku dużych miast i być blisko natury. Warmia
i Mazury stały się centrum „wolnych” doświadczeń: ekologiczne gospodarstwa, warsztaty zielarskie, poranne jogi nad jeziorem. Kociewie i Kaszuby kuszą kajakowymi szlakami
i kameralnymi pensjonatami, w których gospodarz zna historię każdego drzewa. Nawet polskie miasta mają swoje „slow oblicze” – w Łodzi można zwiedzać pofabryczne przestrzenie z lokalnym przewodnikiem, we Wrocławiu odkrywać mniej znane podwórka, a w Toruniu brać udział w miejskich mikrowyprawach.
A co czeka nas w 2026 roku?
Wszystko wskazuje na to, że slow travel dopiero nabiera rozpędu. Coraz popularniejsze będą zero-waste holidays, oparte na lokalnych produktach i minimalizacji śladu węglowego. Renesans przeżyje turystyka kolejowa, wspierana przez nowe międzynarodowe połączenia
i powrót pociągów nocnych. W cenie stanie się także cyfrowy detoks – wyjazdy bez ekranów, za to z dużą dawką natury. Pojawi się więcej lokalnych mieszkańców, którzy będą tworzyć niewielkie, autorskie trasy i warsztaty. A rosnący trend mikrowypraw sprawi, że „daleko” przestanie być warunkiem dobrego wypoczynku.
Po „slow” do Targów Kielce
Dziś Katarzyna nie tworzy już list atrakcji. Planuje udać się na Targi Agroturystyki i Produktu Regionalnego SlowTravel do Kielc, 11-12 kwietnia 2026 roku, aby odkryć podróże w rytmie slow. Chce być częścią tego wyjątkowego wydarzenia poświęconego turystyce zrównoważonej i świadomemu stylowi życia. Pragnie celebrować relaks w zgodzie z naturą, lokalnością i autentycznym doświadczeniem. Marzy o poznaniu podobnych do siebie pasjonatów chwili. Myśli o rozmowach z wystawcami z całej Polski, prezentującymi agroturystyki, ekologiczne inicjatywy, produkty lokalne i oferty turystyki odpowiedzialnej. Jest pewna, że dołączy do społeczności SlowTravel i usiądzie z nowymi przyjaciółmi na werandzie małego domu na Warmii, wypije sok z porzeczek, pozwolić sobie na fizyczny i psychiczny odpoczynek. Odkryje coś, co już wieki temu wiedzieli podróżnicy: czasem wolniej znaczy więcej.










