Drodzy Czytelnicy,
Po 28 latach istnienia „Biznesu i Ekologii”, tysiącach publikacji i niezliczonych godzinach pracy, nadszedł czas na kilka szczerych refleksji. Pozwólcie, że odsłonię przed Wami kulisy działania redakcji, której zespół codziennie walczy o Waszą uwagę i zaufanie. Jak mawiał Seneka: „Nie chodzi o to, aby mieć czas, ale o to, aby go dobrze wykorzystać” – i zapewniam Was, że każda minuta w naszej redakcji jest na wagę złota.
Nasza redakcyjna rzeczywistość to zadziwiający świat, w którym skrupulatność spotyka się z egzotyką, a wizjonerstwo z frustracją. Każdego dnia nasi korespondenci z Polski i zagranicy ścigają się z czasem, by dostarczyć Wam informacje, które naprawdę mają znaczenie. Korespondenci ci nie są po prostu dziennikarzami – są poszukiwaczami prawdy, którzy często muszą przedzierać się przez gąszcz dezinformacji i korporacyjnego żargonu, by dotrzeć do sedna sprawy.
A my, redakcyjne mrówki, przeczesujemy te materiały z dokładnością godną szwajcarskiego zegarmistrza – choć przysięgam, że czasem bliżej nam do szalonych naukowców po piątej kawie. „Diabeł tkwi w szczegółach” – to nie tylko powiedzenie, to nasz redakcyjny mantra, której trzymamy się kurczowo w czasach, gdy szybkość wydaje się ważniejsza od dokładności. Nasze korekty, weryfikacje, dociekliwe pytania – to wszystko z szacunku dla Was, drodzy Czytelnicy, bo jak powiedział Einstein: „Jeśli nie potrafisz czegoś wyjaśnić w prosty sposób, to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz.”
Szczególnym rodzajem tortury jest korespondencja z niektórymi instytucjami i ekspertami. Czasem odnoszę wrażenie, że zwrot „Dzień dobry” został wpisany na listę gatunków zagrożonych wyginięciem, tuż obok „dziękuję” i „z poważaniem”. Prostota tych wyrażeń jest odwrotnie proporcjonalna do częstotliwości ich używania. Paradoksalnie, w świecie, który tak bardzo ceni sobie komunikację, zapominamy o jej podstawowych elementach. Jak trafnie zauważył Cyceron: „Wdzięczność jest nie tylko największą z cnót, ale także matką wszystkich pozostałych.” Szkoda, że tak wielu o tym zapomina.
A co dopiero mówić o podziękowaniach za naszą pracę – te zdają się być równie rzadkie jak deszcz na Saharze. Tymczasem, jak pokazują badania psychologiczne, zwykłe „dziękuję” może zwiększyć produktywność i satysfakcję z pracy o kilkadziesiąt procent. Być może powinniśmy zacząć dołączać te dane do naszych wiadomości e-mail?
Dziesiątki maili, niezliczone korekty, wizualizacje – wszystko to tworzy mozaikę codzienności, która niejednokrotnie przypomina heroiczną walkę z wiatrakami. W ciągu tygodnia redakcyjnego nasz zespół przetwarza średnio kilkaset wiadomości, wykonuje dziesiątki telefonów, uczestniczy w konferencjach prasowych i spotkaniach. To praca, która nie kończy się po ośmiu godzinach – bo dobry dziennikarz jest jak lekarz: zawsze na służbie. Jak mawiał Carl Bernstein: „Najlepsza wersja prawdy pochodzi z wielu źródeł.”
I kiedy już myślisz, że gorzej być nie może, otrzymujesz lakoniczną odpowiedź: „OK.” Bez kropki. Bez zwrotu grzecznościowego. Bez śladu empatii. W takich momentach zastanawiasz się, czy przypadkiem nie piszesz do zaawansowanego bota, a nie człowieka z krwi i kości. Ironia losu – w erze sztucznej inteligencji to ludzie zaczynają komunikować się jak maszyny. „Technologia powinna zwiększać nasze człowieczeństwo, nie je zastępować” – te słowa Steve’a Jobsa wybrzmiewa w mojej głowie za każdym razem, gdy otwieram kolejną taką wiadomość.
Konferencje, targi, sympozja naukowe – to kolejne areny naszych redakcyjnych zmagań. Przenosimy się z miejsca na miejsce, notując, nagrywając, fotografując, zadając trudne pytania, aby później przekazać Wam esencję tych wydarzeń. Nasze patronaty medialne to nie tylko logotyp na plakacie, ale realne wsparcie i zaangażowanie w inicjatywy, które uważamy za wartościowe. To także ogromna odpowiedzialność – bo firmując swoim nazwiskiem dane wydarzenie, dajemy Wam sygnał: to jest ważne, to jest warte uwagi.
Na szczęście od 2017 roku mamy stały zespół, z którym wspólnie przemierzamy meandry biznesu i ekologii. To ludzie odważni i otwarci, którzy rozszerzyli naszą działalność na różne części globu. Są wśród nas dziennikarze śledczy, którzy potrafią miesiącami drążyć jeden temat, aż dokopią się do prawdy. Są specjaliści od danych, którzy potrafią zamienić suche liczby w fascynujące historie. Są także mistrzowie słowa, którzy nawet najtrudniejsze zagadnienia potrafią przedstawić w sposób przystępny. Jak powiedział Antoine de Saint-Exupéry: „Jeśli chcesz zbudować statek, nie zwołuj ludzi, by gromadzili drewno, nie przydzielaj im zadań i prac, ale naucz ich tęsknoty za rozległym, nieskończonym morzem.” I właśnie taka tęsknota – za prawdą, za lepszym światem, za harmonią między biznesem a ekologią – jednoczy nasz zespół.
Z dumą mogę powiedzieć, że nasze zaproszenia do współpracy docierają nawet do tak odległych miejsc jak Indonezja, Australia czy Nowa Zelandia. Współpracujemy z lokalnymi dziennikarzami, którzy dostarczają nam unikatowych perspektyw na globalne wyzwania. Dzięki nim możemy oferować Wam treści, których nie znajdziecie nigdzie indziej – bo żaden algorytm nie zastąpi człowieka, który zanurza się w lokalnej kulturze, rozmawia z mieszkańcami, czuje puls danego miejsca. Kto by pomyślał, że małe pismo z Polski będzie miało tak globalny zasięg? Na pewno nie ci, którzy wróżyli nam rychły koniec 28 lat temu.
W świecie mediów, które coraz częściej gonią za kliknięciami i sensacją, staramy się być oazą rzetelności i głębszej refleksji. Jak mówił Edward R. Murrow: „Jeśli nie uda nam się informować, nie uda nam się przetrwać.” To odpowiedzialność, którą traktujemy śmiertelnie poważnie. Każdy artykuł, każdy wywiad, każda analiza przechodzi przez wiele par czujnych oczu, zanim trafi do Waszych rąk. Bo wierzymy, że dziennikarstwo to nie tylko zawód – to misja.
Aniołki „Biznesu i Ekologii”
A teraz, niczym Czarli z kultowego filmu, muszę oddać hołd moim aniołkom – czterem niezwykłym kobietom, które przemierzają redakcyjny świat nie w dyskretnych, szpikulcowych botach, ale z laptopami i telefonami, tworząc z „Biznesu i Ekologii” prawdziwe dzieło sztuki.
Agata Ogrocka – mistrzyni cyfrowego kamuflażu, która spędza setki godzin walcząc z programami, których nazw – przyznaję z pokorą – nigdy się nie nauczę. Podczas gdy inni poddaliby się po pierwszej próbie, ona manipuluje pikselami z precyzją sapera, aby finalny efekt każdego numeru olśniewał doskonałością. W jej rękach zwykły tekst zamienia się w wizualną symfonię, a skomplikowane dane w przejrzyste infografiki. Gdy następnym razem będziecie podziwiać nasz layout, pomyślcie o Agacie – kobiecie, która potrafi poskromić każdy oporny program graficzny.
Elizabeth Korzynski – nasza międzynarodowa łączniczka, która z wdziękiem godnym dyplomaty prowadzi korespondencję z dziesiątkami osób na całym świecie. Jej skrzynka odbiorcza to prawdziwa Wieża Babel, a ona sama – poliglotka komunikacji, która wie, jak sprawić, by każdy rozmówca poczuł się wysłuchany i zrozumiany. Gdy inni boją się kulturowych faux pas, Elizabeth porusza się między kontynentami z lekkością i pewnością siebie, sprawiając, że świat staje się mniejszy, a nasze horyzonty – szersze.
Marta Gulben – nasze General Manager, prawdziwe serce targów i konferencji. To ona stoi za sukcesem każdego patronatu medialnego, a jej organizacyjne umiejętności przywodzą na myśl najlepsze sceny akcji – wszystko dzieje się błyskawicznie, z chirurgiczną precyzją i spektakularnym efektem. Gdy inni gubią się w szczegółach, ona widzi całą układankę, jak gdyby patrzyła z lotu ptaka. Dzięki niej wydarzenie, które mogłoby być zwykłym spotkaniem branżowym, zamienia się w niezapomniany spektakl wymiany myśli i nawiązywania kontaktów.
Ewa Milewska – nasza literacka ninja, której konto LinkedIn z niewyjaśnionych przyczyn zostało zablokowane (czyżby jej teksty były zbyt wybuchowe dla algorytmów?). To ona łączy niemożliwe z niemożliwym, tworząc teksty, które edukują i inspirują, bawią i skłaniają do refleksji. Jej pióro jest niczym precyzyjny laser – precyzyjnie trafia w sedno problemu, oświetlając zagadnienia, które inni wolą pozostawić w cieniu.
I choć Czarli miał tylko trzech Aniołków, nasza redakcja ma jeszcze jednego tajnego agenta – Krzysztofa Wietechę, Redaktora Wydawniczego, który spina wszystkie te elementy w całość. Niczym tajemniczy głos z głośnika, który przekazuje misję, Krzysztof nadaje kierunek naszym działaniom, pilnując, by chaos zamienił się w harmonię, a luźne wątki – w spójną opowieść.
Jestem wdzięczny moim współpracownikom za ich nieustające zaangażowanie i pasję. Za nieprzespane noce, gdy domykamy wydanie. Za gorące dyskusje na kolegiach redakcyjnych. Za odwagę zadawania trudnych pytań i nieustępliwość w dążeniu do prawdy. Za to, że nigdy nie idą na łatwiznę i zawsze stawiają poprzeczkę wyżej.
Dziękuję wszystkim naszym Przyjaciołom, którzy wspierają nas w tej misji. Ekspertom, którzy cierpliwie tłumaczą zawiłości swojej dziedziny. Czytelnikom, którzy dzielą się z nami swoimi przemyśleniami i podsuwają nowe tematy. Reklamodawcom, którzy rozumieją wartość niezależnego dziennikarstwa. „Przyjaźń podwaja radości i dzieli smutek na pół” – powiedział Francis Bacon, i trudno o trafniejsze podsumowanie relacji, które budujemy przez lata.
A nawet dziękuję naszym wrogom i zawistnikom – bo dzięki nim wiemy, że robimy coś ważnego i wartościowego. W końcu nikt nie rzuca kamieniami w drzewa, które nie rodzą owoców. Jak mawiał Winston Churchill: „Masz wrogów? Dobrze. To znaczy, że w swoim życiu bronisz czegoś.”
W świecie, który zmienia się z zawrotną prędkością, gdzie technologia wyprzedza nasze rozumienie jej konsekwencji, gdzie biznes i ekologia wciąż szukają wspólnego języka – obiecujemy Wam jedno: będziemy tu dla Was. Będziemy zadawać trudne pytania, szukać odpowiedzi, przedstawiać Wam różne perspektywy. Bo jak powiedział Edward Abbey: „Wzrost dla samego wzrostu to ideologia komórki rakowej.” A my wierzymy w zrównoważony rozwój – nie tylko gospodarczy i ekologiczny, ale także w rozwój debaty publicznej.
Z serdecznym pozdrowieniem i (uwaga, nowość!) podziękowaniem za lekturę,
Redaktor Naczelny Magazyn „Biznes i Ekologia”
PS. A gdyby ktoś zastanawiał się, ile czasu zajmuje napisanie takiego tekstu – odpowiedź brzmi: dokładnie tyle, ile zajmuje wysłanie e-maila ze zwrotem „Dziękuję”. Czasami mniej wysiłku wymaga więcej słów, niż jedno, które ma moc zmieniania świata. Bo jak powiedział William Arthur Ward: „Uczucie wdzięczności, które nie przejawia się w działaniu, jest jak zapakowanie prezentu i niewręczenie go.”




