Wywiad z Przemysławem Majorem, II zastępcą burmistrza Cieszyna, o dostosowaniu miast do wyzwań środowiskowych.
Maciej Kozłowski, Fundacja Sendzimira – Wydawałoby się, że skoro zmiana klimatu jest tematem uniwersalnym, to i rozmowa o adaptacji do niej, wszędzie będzie mieć taki sam przebieg. A jednak, wiele zależy od lokalnego kontekstu. Na czym polega specyfika Cieszyna?
P.M. – To jedno z nielicznych w Polsce miast z tak dużym zagęszczeniem architektury zabytkowej. Od końca XVIII wieku w ścisłym centrum nie doszło do żadnej większej przebudowy. Wszelkie zabudowania jakie zobaczymy w obrębie dawnych murów miejskich są wpisane do rejestru zabytków. Budynki, siatka ulic, miejsca publiczne, skwery, parki zostały wytyczone po wielkim pożarze w 1789 roku. Miasto nie uległo też zniszczeniu w trakcie pierwszej czy drugiej wojny światowej. To wszystko determinuje nasze myślenie o ładzie przestrzennym, a więc i o tym jak możemy kształtować nowe tereny zieleni.
M.K. – Coś jeszcze wyróżnia Cieszyn?
P.M. – Transgraniczny charakter, a mówiąc ściślej, rzeka Olza, która nie dzieli, a łączy dwie strony miasta. Decyzje podejmowane na obu brzegach wzajemnie na siebie oddziałują. Po polskiej stronie mieszkają 33 tysiące mieszkańców, po czeskiej 25 tysięcy. W sumie to prawie 60-tysięczny organizm miejski, w którym są też rezerwaty przyrody, czyli obszary chronione. Do lasu czy na tereny nadrzeczne możemy dotrzeć z rynku pieszo. Kiedy toczyła się dyskusja, jak tworzyć zieloną sieć śródmieścia musieliśmy brać pod uwagę wszystkie te czynniki.
M.K. – Jak się zarządza rzeką w sytuacji, kiedy na dwóch brzegach mamy dwa osobne porządki prawne?
P.M. – Od momentu pojawienia się środków unijnych mamy w tej kwestii same pozytywne doświadczenia. Przeprowadziliśmy już kilka transgranicznych projektów inwestycyjnych, których zalążkiem była chęć stworzenia wzdłuż Olzy otwartych przestrzeni zielonych, umożliwiających rekreację. Bo na początku myśleliśmy głównie w kulturowych kategoriach. Przykładem są chociażby warsztaty Mood for Wood – Revival, podczas których projektanci mieli na nowo przemyśleć sposób korzystania z Olzy. To myślenie przyniosło też Ogród dwóch brzegów, czy Open Air Museum. Innymi słowy, miasta Cieszyn i Český Těšín wykorzystały integrację po wejściu do Unii Europejskiej do kształtowania przestrzeni publicznej nad rzeką. Poprawiła się jej dostępność, ale i połączenia komunikacyjne – powstał most sportowa, dwa mosty drogowe – dotychczas graniczne – zaczęły łączyć a nie dzielić, otworzyła się nowa przestrzeń do życia.
M.K. – Co było przełomem dla Cieszyna, jeśli chodzi o adaptację do zmiany klimatu?
P.M. – W 2018 roku miasto przystąpiło do projektu BEACON, finansowanego przez Republikę Federalną Niemiec, który dotyczył wymiany doświadczeń właśnie w kontekście zmiany klimatu. Wtedy wziąłem udział w konferencji ICCA w Heidelbergu. Po trzech dniach warsztatów i słuchania wystąpień przyjechałem zmotywowany, żeby przełożyć tę wiedzę na codzienne decyzje, spotkania z mieszkańcami, rozmowy o przyszłości i rozwoju miasta. Drugim przełomem był początek kończącej się właśnie kadencji. Nowa ekipa skierowała do pracowników pytanie o działania, pomysły, inwestycje, na które wcześniej brakowało przestrzeni czy środków. Wtedy Aleksander Dorda, Naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa przedstawił mi całą listę tematów i wytłumaczył układ sieci rezerwatów i lasów miejskich.

M.K. – Czy dokumenty miejskie umożliwiały środowiskową woltę?
P.M. – Szczęśliwie zgrało się kilka wątków. Zrozumieliśmy, że pozwalając na zabudowę danego terenu, tracimy bezpowrotnie możliwość ochrony jego funkcji ekosystemowych. Dlatego rozpoczęliśmy prace nad projektem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego obszaru Śródmieścia. Do tego w 2019 roku ogłoszono nabór do programu „Rozwój lokalny” w ramach Funduszy Norweskich. Z ich użyciem opracowaliśmy dokumenty strategiczne, takie jak Miejski plan adaptacji do zmian klimatu i Plan zrównoważonej transformacji energetycznej.
M.K. – Czy te polityki pomogły w zarządzaniu terenami zieleni?
P.M. – Pisząc wniosek o fundusze EOG wyciągnęliśmy z szuflady pomysły, które przedstawił Aleksander Dorda. Była tam rewaloryzacja przestrzeni rezerwatów, uporządkowanie przebiegu ścieżek w parkach, likwidacja gatunków inwazyjnych, zagospodarowanie wód opadowych. Stąd był już tylko krok do koncepcji rozwoju zielonej sieci w śródmieściu, tym historycznym, zabytkowym. Dzięki inwentaryzacji terenów zieleni wiemy, gdzie mamy rezerwaty a gdzie tradycyjne parki miejskie, gdzie potrzeba dodatkowych nasadzeń, a gdzie modernizacji małej architektury. Do tego padł pomysł stworzenia sieci parków kieszonkowych, skwerów, parkletów, woonerfów, które mogą być zlokalizowane w tej historycznej zabudowie. Cztery lokalizacje, z tej zielonej sieci, realizujemy już w ramach funduszy EOG. Opracowujemy także standardy utrzymania terenów zieleni, a w nich także podpowiedzi, jak zabezpieczać drzewa podczas inwestycji. To jest nasza bolączka, że nie zawsze wykonawcy, których wybieramy w przetargach mają taką wiedzę.
M.K. – Cieszyn przystąpił też do programu „Zielony Lider” prowadzonego przez Fundację Sendzimira. Wasz zespół skoncentrował się na edukacji urzędników. Skąd ten wybór?
P.M. – Jakakolwiek zmiana w przestrzeni, nawet najbardziej oczekiwana przez mieszkańców, może się nie udać, jeśli zabraknie otwartości, zrozumienia i chęci do wprowadzenia tej zmiany wśród decydentów i urzędników. Niezależnie czy będzie to dotyczyć burmistrza, naczelnika inwestycji czy dyrektora zarządu dróg. Uznaliśmy, że zwiększając swoją świadomość budujemy otwartość na mieszkańców, którzy w Cieszynie są dobrze wykształceni i potrafią działać, zrzeszać się w organizacjach pozarządowych. Nasza kadra działała wcześniej zgodnie ze standardami branżowymi. Przykładowo, administratorzy budynków nie byli konfrontowani z tematami takimi jak retencja. Program pomógł nam zrozumieć, że zarządca budynku może być ambasadorem zmian.
M.K. – „Zielony Lider” miał wam pomóc w zagospodarowaniu wód opadowych?
P.M. – Tak. Mamy gotową inwentaryzację całej sieci kanalizacyjnej, deszczowej i różnego rodzaju cieków. I na tej bazie będziemy tworzyli konkretny program łapania deszczówki na miejscu. Kiedy wystartowała trzecia edycja programu „Zielony Lider”, Aleksander Dorda uznał, że powinniśmy wziąć w nim udział. O ile z terenami zieleni byliśmy już zaawansowani, to w zagospodarowaniu wód byliśmy na początkowym etapie i chcieliśmy uzyskać dodatkową wiedzę, podpatrzyć, jak to robią inni.
M.K. – Cieszyn wystąpi w maju 2024 podczas konferencji „Dobre praktyki zielonych liderów samorządowych i pozarządowych”. Z jakim przekazem jedziecie na to wydarzenie?
P.M. – Po pierwsze, szukaj dobrych argumentów i przekonuj burmistrza, prezydenta, wójta. Po drugie, buduj zrozumienie dla tematów klimatycznych w całym urzędzie. Dlatego, że rozwiązania potrzebne są nie tylko w wydziale środowiska, ale też zarządzie nieruchomości, dróg, planowania przestrzennego. Trzeci element to jest otwartość na to, co mówią mieszkańcy. Taki dialog wymaga zderzenia oczekiwań z możliwościami prawnymi, finansowymi, funkcjonalnymi. Ale to przynosi efekty, głównie buduje zaufanie. Jako czwarty element tej układanki wymieniłbym zewnętrzne rekomendacje. Szukaj dobrych praktyk, nie wyważaj otwartych drzwi, bo inspiracji, które możemy przenosić do naszych samorządów jest na prawdę dużo. To są dla mnie takie cztery rekomendacje, dla wszystkich, którzy są na początku tej drogi. Jest w tym trochę liderstwa: zbieraj pomysły, przekonaj decydentów, innych urzędników, mieszkańców. Przyciągnij do swojej wizji ludzi, tylko wtedy uda się ją zrealizować.
M.K. – Czy to wystarczy?
P.M. – Pod warunkiem, że jesteśmy przygotowani i wiarygodni. Ludzie muszą zobaczyć, że jest to ważne dla nas osobiście. To wymaga też wiedzy o kwestiach środowiskowych, przyrodniczych, zmianach klimatu. Przynajmniej ogólnej, żeby pokazywać, że wiem o czym mówię i po co to mówię. To właśnie buduje wiarygodność. A jeśli już w coś wierzymy to nie dajmy za wygraną w rozmowie ze współpracownikami. Pamiętajmy, że to jest duża zmiana. Usłyszymy od wielu osób, że czegoś nie da się zrobić. Wtedy przyda się każdy dobry argument, że uzyskamy bardziej wartościową przestrzeń, bo wychłodzi ją cień drzew, a zieleń zatrzyma wodę, której odprowadzanie do kanalizacji sporo kosztuje. Często w wydziałach drogowych, dysponujących twardymi procedurami, usłyszymy, że nie da się w pasie drogowym uwzględnić błękitno-zielonej infrastruktury. To wtedy najlepiej przydają się przykłady, zdjęcia, konkretne realizacje.
M.K. – Wizja, argumenty, przykłady… Co jeszcze się przyda?
P.M. – Determinacja lidera, żeby szukać wspólnie rozwiązania, i sojuszników, w innych wydziałach, wśród mieszkańców. Bo choć nigdy nie przekonamy wszystkich, ważne, żeby wsparcie dla zmian było jak najszersze. I trzeba mieć świadomość, że systemowa zmiana zawsze wywołuje poczucie, że ktoś korzysta, a ktoś inny traci. Dla przykładu, plan wprowadzenia alei drzew, nawet tam, gdzie ona historycznie przebiegała, sprawi, że ograniczymy liczbę miejsc parkingowych. Warto wiedzieć, że opór przeciwników może być chwilowy, bo docelowo każdy odczuje komfort spacerowania w nowej przestrzeni. Ale na dobry początek warto mieć coś w zamian, np. wygodny parking, ale w innym miejscu, na przykład bliżej węzła komunikacyjnego.

M.K. – Na zakończenie porozmawiajmy o rewitalizacji rynku w Cieszynie, wywołała ona ożywioną dyskusję. To dobry moment, żeby zrobić jakieś podsumowanie tego procesu z tą wiedzą jaką już mamy.
P.M. – Kiedy patrzę na nasz Rynek, to zawsze sobie zadaję pytanie, czy zrobiliśmy wszystko, co było możliwe. Dokumentację projektową na przebudowę rynku otrzymaliśmy na początku kadencji. Uwzględniała to, że rynek ma lokację średniowieczną, czyli u zarania ten plac miał charakter targowy, wewnątrz zwartej zabudowy. Po drugie, na Rynku mieliśmy w pierzei zachodniej dwanaście głogów, które konserwator zaakceptował, ze względu na wartość historyczną i urbanistyczną. Z ramienia miasta chcieliśmy uzyskać zgodę konserwatora na dodatkowe nasadzenia w płycie wewnętrznej, bo rynek jest okolony drogą. Chcieliśmy, aby nowe drzewa rosły w gruncie. Konserwator na etapie zatwierdzania dokumentacji nie wyraził na to zgody. Wskazał, że drzewa mogą się pojawić, ale w donicach, temat wydawał się zamknięty. W momencie, kiedy rozpoczęliśmy pracę nad przetargiem i wyborem wykonawcy ponownie podjęliśmy próbę rozmowy z konserwatorem. To był czas, kiedy w Polsce toczyła się dyskusja na temat drzew na rynkach, placach. W tym czasie poprzednia pani konserwator opublikowała tweeta, z apelem do konserwatorów wojewódzkich i miejskich, aby zmienić podejście do planowania zieleni w obszarach zabytkowych.
M.K. – Czy apel przyniósł jakieś skutki?
P.M. – Mogliśmy usiąść z powrotem do stołu i poważnie rozmawiać. Byliśmy już lepiej przygotowani, argumentowaliśmy, że historyczne głogi wsadzone w grunt nie wystarczą. Donice są ładne, ale rośliny w nich zasadzone wymagają nieustannej pielęgnacji, skomplikowanego nawadniania. W gruncie możemy z góry założyć system napowietrzania i nawadniania nawet jeśli płyta rynku jest z nieprzepuszczalnego granitu. Dla konserwatora z kolei ważna była kwestia tkanki historycznej. Swoją finalną decyzję uzależnił od wyniku badań archeologicznych. To były pierwsze badania archeologicznie prowadzone na rynku od końca XV wieku. Od rodzaju znalezisk zależała ostateczna lokalizacja zatwierdzonych drzew. Na szczęście mogliśmy je zasadzić zgodnie z planem. Wykopaliska nie pokrzyżowały nam planów.
M.K. – Jak zakończyły się negocjacje?
P.M. – W pierwszej wizualizacji umieściliśmy ponad 20 drzew. To była według nas maksymalna liczba, natomiast wiedzieliśmy, że konserwator na tyle nie przystanie, traktowaliśmy to tak jak każde negocjacje. Finalnie doszliśmy do 8 klonów pospolitych w obrębie płyty wewnętrznej, wszystkie wsadzone w grunt, 6 wzdłuż pierzei wschodniej i 2 przy pierzei zachodniej. Zależało nam, żeby te drzewa miały już swoją wartość, jeśli chodzi o wygląd i wysokość. Mamy wiec okazy dochodzące do 4 metrów, z ukształtowaną koroną. Do tego 12 głogów, które mieliśmy już uwzględnione od początku. Doświadczenia z Rynku przełożyły się także na rozmowę o zielonej sieci śródmieścia, skwerach, parkletach, parkach kieszonkowych. Teraz konserwator inaczej patrzy na nasze myślenie o zabytkowej przestrzeni i wprowadzaniu zieleni w miejsca, w których jej historycznie nie było. Dzisiaj jest to możliwe. Z perspektywy czasu Rynek był trudnym przedsięwzięciem, ale stworzył nam osłonę dla kolejnych realizacji.
Dobre praktyki zielonych liderów samorządowych
i pozarządowych”? Zgłoś się za pośrednictwem strony
sendzimir.org.pl
Chcesz dowiedzieć się więcej o programie „Zielony
Lider” – wejdź na stronę zielonylider.org




